Koloběžka. Kick scooter. Tretroller. Hulajnoga.

Grzegorz

Relacja objętości czasu pedałowania do ilości pracujących mięśni plus kultura jazdy na polskich drogach sprawiają, że mój rower wisi od 10 lat na haku i dojrzewa niczym prosciutto di Parma. Temat prozaicznego bólu d... od siodełka traktuję jako trzeciorzędny. Destrukcyjny zaś wpływ tegoż na męskie klejnoty (gdyby na poważnie zaangażować się w treningi) również w tej sytuacji pozostawiam osobom zainteresowanym. Ze stricte biegania zrezygnowałem, jak wiedzą uważni czytelnicy, po 7 latach tuptania i 4 maratonach. Wystarczy, do końca życia. Nordic walking? Przy właściwej technice to świetny trening dla całego ciała ale... systematyczne chodzenie z kijami planuję zacząć za jakieś 30 lat... Mniej więcej wtedy gdy nie będzie już starczać sił, by wdrapać się na narty lub nartorolki. Czym zatem przetkać i urozmaicić od czasu do czasu najpiękniejsze ze sportów? Jakimi innymi bodźcami (sportowymi, oczywista) potraktować członki, aby dać wartościowe impulsy ściśle korespondujące ze wszechstronnie rozwijającym organizm nartobieganiem?

DSC03319 Copy

Hulajnoga! No właśnie. Od lat jakoś niedoceniana w Polsce. Przeciętnie kojarzy się raczej z dziecięcymi zabawami niż treningiem narciarza biegowego czy w ogóle dorosłej osoby. Zupełnie inaczej niż w takich Czechach. Ten 10 mln naród nie przestaje mnie zadziwiać. Od stuleci produkują najlepsze na świecie piwo na którym zarabiają krocie. Mają własną, świetną markę aut którymi jeździ pół Europy. Produkują kapitalną broń. Mają infrastrukturę sportową w byle mieścinie zaś Praga robi fortunę na turystyce i ogniskuje uwagę kolejnych ekip filmowych z Hollywood. Aktywne sportowo społeczeństwo. O czeskich rodzinach biegających na nartach już pisałem. I jeszcze hulajnogi. Co prawda śmiga na nich wiele nacji, nie dziwi natomiast, że akurat nasz pragmatyczny południowy sąsiad spopularyzował u siebie hulajnogę nie tylko jako zdrową zabawkę dla dzieci (u tych najmniejszych wspiera m. in. rozwój ośrodka mowy) czy środek do zwykłego przemieszczania się. Czesi skutecznie stosują hulajnogę jako środek treningowy w biegówkach. Dodajmy, środek prostszy od roweru jednak pod wieloma względami efektywniejszy od najdroższego nawet bicykla. Pasuje wam to? Bo mi jak ulał! Napędzanie hulajnogi z definicji wymusza pracę większej ilości mięśni - zwłaszcza przy dynamicznym odpychaniu. Bez wielokilometrowych rowerowych uphilli, bez uporczywych, czasochłonnych a często niebezpiecznych (ruchliwe drogi) treningów od 50 km wzwyż. Hulajnoga niesamowicie oszczędza drogocenny czas przy większym zaangażowaniu mięśni i wyższym wydatku energetycznym. Nasza bohaterka to czeszka (a jakże), model WORKER City. Wbrew nazwie sugerującej, iż jej żywiołem jest miasto, daje radę na gruncie leśnym i z wystającymi korzeniami - prześwit ok. 12 cm Był to jeden z kluczowych priorytetów zakupowych (mam do pokonania taki właśnie odcinek leśny oraz kawałek drogi szutrowej z kamieniami itp.). Balony na 16-calowych alufelgach pewnie i komfortowo pokonują nierówności. Za bezpieczeństwo odpowiadają 2 skuteczne hamulce V-brake. Rama stalowa, waga ok. 7 kg Szeroki i długi na 35 cm podest również jest wart odnotowania - konieczna częsta zmiana nóg (zwłaszcza pod górkę) przy bucie w rozmiarze 45 jest szybka i intuicyjna. Wysokość kierownicy regulowana w zakresie 90-112 cm w zupełności wystarczy dla osoby mającej 180 cm wzrostu lub wyższej. Producent limituje wagę beneficjenta do 100 kg - jest spory zapas - co potwierdzają budzące zaufanie 3 rury wzmacniające zawieszenie od przodu. 

DSC03286 CopyDSC03291 CopyDSC03292 CopyDSC03296 Copy

Podsumowując, przeciętnemu mieszczuchowi hulajnoga WORKER City da sporo frajdy a na początku trochę zadyszki - czyli zdrowia. Przemieszczanie się po względnie płaskich ulicach większości miast i miasteczek w obrębie 2-3 km to czysta przyjemność a dla wielu wdrożenie do aktywnego trybu życia. Żadnych problemów z parkowaniem (niewielkie gabaryty). Drobne zakupy? Nie ma sprawy, można domontować koszyk, tylny błotnik, oświetlenie itp. Łatwiejsze niż w przypadku roweru jest także przechowywanie poza sezonem: koła wielkości 16 cali to jednak nie 26 czy 28 cali.

DSC03300 CopyDSC03317 CopyDSC03313 Copy

Dla nartorolkarza i narciarza biegowego hulajnoga to przede wszystkim doskonały, skuteczny trening uzupełniający. Byłem zdumiony i uradowany z wysokości tętna, na które wkręciła mnie ta zabawka, dzięki "tylko" odpychaniu się 1 nogą... Ten model - z wysokim prześwitem - wymusza głębsze przysiady w trakcie jazdy. Utrzymywanie nieco większej prędkości w ciągu treningu trwającego 1 h i 45 min. pięęęknie wypalało tłuszcz pozyskany dzień wcześniej w wyniku braku umiarkowania w konsumpcji  tego i owego... Porównywalne zmiany nóg w trakcie jazdy stymulują symetryczny rozwój mięśni. Amortyzacja i właściwa technika odpychania wykluczają dysfunkcje, uderzenia na stawy skokowe i kręgosłup. Nie ma większych problemów z ekwiwalentnym spalaniem w porównaniu z nartorolkami. Oczywiście nie ma też mowy o równomiernej, jak w nartorolkach i biegówkach, pracy 90% mięśni dlatego sprzęt wart jest rekomendacji w ćwiczeniach uzupełniających i jako odświeżająca odmiana. Poza tym to także świetna rekreacja: solo, z rodziną lub ze znajomymi.  

Minusy? Trudno o nich mówić w tym przypadku. Niewątpliwą przewagę mają hulajnogi składane. W momencie zakupu mobilność złożonego sprzętu miała dla mnie określone, choć nie decydujące znaczenie. Inaczej jest teraz. Hulajnoga dotrze szybciej i w bardziej niedostępne miejsca niż nartorolki na pneumatykach. Dla podróżujących aktywnych oznacza to, że warto ją mieć ze sobą. Podobają mi się także rasowo wyglądające hulajnogi na 26-calowych kołach z przodu: zakup takiej właśnie sztuki początkowo zamiarowałem, co w połączeniu z możliwością jej składania dałoby mobilność przewożenia i oszczędność magazynowania w zimie. Idzie za tym jednak określona cena, a o tym istotnym aspekcie jeszcze nie wspominałem. Dziś, kiedy okazuje się iż moje najważniejsze cele trenigowo-użytkowe związane z zakupem hulajnogi zostały osiągnięte, jestem nieco wstrzemięźliwy w wydatkowaniu kolejnych funduszy.

Postawmy więc kropkę nad "i": liczyłem się z możliwością wydania kwoty rzędu 1000-1500 a nawet 2000 PLN Skończyło się...na 380 PLN Ha ha! Tyle bowiem winszował sobie e-sklep, włącznie z dostawą i pobraniem. Nie ma to jak dobry zakup za niską cenę. Nie wykluczam, że sprezentuję komuś bliskiemu ten model i będę mieć pretekst do zakupu kolejnego ale tymczasem korzystam w najlepsze...i jest pięknie!

DSC03284 Copy 

Polecamy sport i rekreację na hulajnodze!